1 Rozdział
Serdeczne powitanie i tajemniczy pergamin.
-Witam wszystkich serdecznie! Zarówno tych, którzy są tu po raz pierwszy, jak i tych, którzy chcą kontynuować naukę. Jestem pewna, że wszyscy postaramy się, aby to miejsce stało się waszym drugim domem.- Przemawiała McGonnagal, próbując zaciekawić uczniów, jednak bez wyraźnego skutku.
Prawdę mówiąc, tylko pierwszaki słuchały, co mówiła i przynajmniej starały się uważać, a reszta dzieciaków robiła wszystko, aby tylko przeszkodzić nauczycielce. Między Gryfonami i Ślizgonami rozgorzała walka- wygrywa ten dom, który wyda z siebie więcej chrząknięć, chrumknięć, mlaśnięć lub ciamknięć. W zabawie brały udział czwarta, piąta i szósta klasa. Pozostali uczniowie albo nie wiedzieli o co chodzi, albo nie chcieli mieć nic wspólnego z tak obrzydliwymi grami.
Kto wygłupiał się najgłośniej? Z domu lwa- oczywiście piękna panienka Weasley i jej odwieczny "kolorowy" kompan. W Ślizgoństwie- "Malfoy Jr." oraz jego przyjaciel Raphael Zabini. Oczywiście, kiedy czerwono-złoci zaczęli wygrywać "pojedynek", zielono- srebrni zgłaszali do swojej wychowawczyni, że: Gryfoni zachowują się niekulturalnie. Tak minęła ceremonia przydziału, a kiedy w końcu dyrektorka pozwoliła jeść (odejmując przy okazji Slytherinowi i Gryffindorowi po dwadzieścia punktów, "tak na zachętę") wygłupy się skończyły, bo każdy był bardzo głodny, a jeszcze bardziej ciekawy, co wydarzyło się na wakacjach. Wszyscy trajkotali radośnie, a duchy tańczyły wesoło pod sufitem. Nawet Irytek, poltergeist, był w idealnym nastroju i "tylko" rzucał ciastami w stół nauczycielski.
Serdeczne powitanie i tajemniczy pergamin.
-Witam wszystkich serdecznie! Zarówno tych, którzy są tu po raz pierwszy, jak i tych, którzy chcą kontynuować naukę. Jestem pewna, że wszyscy postaramy się, aby to miejsce stało się waszym drugim domem.- Przemawiała McGonnagal, próbując zaciekawić uczniów, jednak bez wyraźnego skutku.
Prawdę mówiąc, tylko pierwszaki słuchały, co mówiła i przynajmniej starały się uważać, a reszta dzieciaków robiła wszystko, aby tylko przeszkodzić nauczycielce. Między Gryfonami i Ślizgonami rozgorzała walka- wygrywa ten dom, który wyda z siebie więcej chrząknięć, chrumknięć, mlaśnięć lub ciamknięć. W zabawie brały udział czwarta, piąta i szósta klasa. Pozostali uczniowie albo nie wiedzieli o co chodzi, albo nie chcieli mieć nic wspólnego z tak obrzydliwymi grami.
Kto wygłupiał się najgłośniej? Z domu lwa- oczywiście piękna panienka Weasley i jej odwieczny "kolorowy" kompan. W Ślizgoństwie- "Malfoy Jr." oraz jego przyjaciel Raphael Zabini. Oczywiście, kiedy czerwono-złoci zaczęli wygrywać "pojedynek", zielono- srebrni zgłaszali do swojej wychowawczyni, że: Gryfoni zachowują się niekulturalnie. Tak minęła ceremonia przydziału, a kiedy w końcu dyrektorka pozwoliła jeść (odejmując przy okazji Slytherinowi i Gryffindorowi po dwadzieścia punktów, "tak na zachętę") wygłupy się skończyły, bo każdy był bardzo głodny, a jeszcze bardziej ciekawy, co wydarzyło się na wakacjach. Wszyscy trajkotali radośnie, a duchy tańczyły wesoło pod sufitem. Nawet Irytek, poltergeist, był w idealnym nastroju i "tylko" rzucał ciastami w stół nauczycielski.
-Ach! Tak to było cudowne, no nie Lil...
-No a wtedy ten ogromny pająk...
-Nie no chyba się...
-Boże i ty tego smoka...
-Miałam urodziny, a nikt...
-To było nie w porządku...
-I jak ją...
Rozmowy toczyły się różnymi torami, a niektóre wymiany zdań, były po prostu bez sensu, ale mało kto zwracał na to jakąkolwiek uwagę. Każdy dawał się ponosić powszechnej radości. Sok dyniowy i kremowe piwo były w stałym obiegu, a potrawy- tak różnorodne, że nie sposób było skosztować wszystkiego. Każdy bawił się doskonale i nie było mowy o strojeniu fochów albo kłóceniu się.
Po pewnym czasie, gdy uczta już się skończyła wszyscy udali się do swoich dormitoriów.
W wieży Gryfońskiej trwały już plany, co mieszkańcy będą robili i kto z kim będzie siedział i na jakich lekcjach. No i okazało się oczywiście, że McGonnagal oprócz ględzenia na tematy bezpieczeństwa mówiła też o jakiejś niespodziance, o czym wiedzieli tylko słuchający. Tak więc Lily Potter, będąca jedną z nielicznych, których interesowała przemowa dyrektorki, została najbardziej wyłapywaną osobą w pokoju wspólnym.
-Czekaj, czekaj, Ro... czyli ty też nie słuchałaś?
-Eeee... no... nie.
-Boże... Z kim ja żyję..?
-Ze mną!
Gwar i zamieszanie nadal były wszechobecne.
Lily wyszła z pokoju wspólnego i ruszyła w kierunku biblioteki.
-Dzień dobry- rzuciła w stronę bibliotekarki.
-Czy ja wiem czy taki dobry...- Mruknęła kobieta i otworzyła gazetę, którą trzymała w ręku.
Szatynka nie zwróciła zbytniej uwagi na ten komentarz i poszła w stronę swojego ulubionego działu z książkami.
Sięgnęła na półkę i wyjęła książkę, której jeszcze nigdy nie czytała. Wypadł z niej jakiś skrawek pergaminu.
Lily dociekliwa jak matka nie mogła jej nie przeczytać.
"Nie oceniaj książki po okładce"
Gryfonka wzięła książkę oraz liścik i zastanawiając się co oznaczają i do kogo są skierowane słowa ruszyła do Wieży Gryfonów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz